BITWA O BYT

BITWA O BYT CZYLI KTO PIERWSZY TEN SŁAWNIEJSZY

 

W ostatnim czasie powstało wiele artykułów odnośnie wzajemnego podsiadania się czy wszelkiego rodzaju bitew na pokazach mody o pierwszy rząd. Wyjątkowo ciekawym i niezwykle trafnym felietonem na ten temat jest autorstwa Michała Zaczyńskiego w czerwcowym numerze Fashion Magazine.  Aby jednak się nie powtarzać, można na tę sytuację spojrzeć z innej strony.

 

Krzesło w pierwszej linii graniczące z wybiegiem jest elementem pożądania, wielkich westchnień, prowokatorem skrajnych emocji, jak i marzeń o zobaczeniu swojego nazwiska przyklejonego do oparcia. Cóż za paradoks, że biała kartka z wydrukowanym imieniem i nazwiskiem na miejscu, z którego wbrew pozorom dość słabo widać, jest tak rozchwytywane? Tyczy się to także rzędu 2 i 3, które również cieszą się niemałym powodzeniem, ale z tej perspektywy lepiej jest oglądać kreacje z wybiegu na telefonie z bieżąco wrzucanych zdjęć na Instagram.

W takim razie znajdźmy korzyści z zaistniałej sytuacji. Po udanym wydarzeniu można wyszukać siebie w optymistycznych okolicznościach, na zdjęciu zamieszczonym na ostatnich stronach modowych magazynów lub portalach plotkarskich. Kolejnym przywilejem jest wymiana jakże szczerych uścisków dłoni z sąsiadującymi osobowościami.

Nie ważne, że wychylając się w celu dostrzeżenia modelki na wybiegu, widok ten zasłonięty nam zostanie przez tablet (już nawet nie smart fon) życzliwej osoby obok. Nie ma co się również przejmować faktem, że modelka zgrabnie przechodząca obok nas, w rezultacie stanie tyłem. Zobaczymy jej plecy, zgrabne nogi oraz suwak od prezentowanej sukienki. Intrygujące…

W takim razie o co chodzi? Gdzie najlepiej jest oglądać pokazy mody? I dlaczego ta sytuacja wywołuje u niektórych poczucie smutku czy żalu z braku honorowego miejsca? Otóż spójrzmy na to z innej perspektywy i przyjrzyjmy się się uważniej końcowi wybiegu, a dokładniej miejcu fotogeporterów/operatorów.

Teoretycznie najmniej lubiani za nękanie fleshem, a praktycznie uwielbiani, gdy trzeba wysłać zdjęcie ze ścinki sponsorskiej. Natrętni, w zwykłych t-shirtach i wygodnych butach, z niemodnymi torbami czy walizeczkami bez znaczka Louis Vuitton…mało tego! to jeszcze w większości sami mężczyźni z krwi i kości, mają najlepszy widok na pokazach mody…

U jednych i u drugich jest bitwa o miejsce. Każda ze stron stara sie to zrobić nienagannie z wytrenowaną aktorsko mina „nie wiem o co chodzi”. Goście nawzajem się podsiadają, a fotoreporterzy używają delikatnie łokci i zabójczego wzroku, który mówi sam za siebie do tak zwanego posiadacza przyłapanego na gorącym uczynku.

Nie jest zawsze pięknie i przyjemnie. Czasem na stojąco, czasem na siedząco czy leżąco, ale za to z jakim widokiem!

Na pewno fotoreporterzy/operatorzy nie dostaną skrętu szyjnego z obracania się czy „zapuszczania żurawia” za modelką na lewo i prawo. Co za luksus! Bywa i tak, że modelka czy model przystanie, uśmiechnie się, popatrzy ciekawie. A goście? No cóż, goście rollują ekran w telefonie czy tablecie i oddają się wszelkim rozmowom, z czego nie można być zdziwionym. Dbając o to, aby jednak nikt nie odebrał tego, że jest tak słodko, miejsca dla wykwintnej ekipy ogólnie pojętej media, jest za mało! Czekamy więc z optymizmem na lepsze czasy. Wracające jednak do sedna sprawy, ci najmniej lubiani i natrętni sprawiają, że laicy mają szansę obcowania ze światem mody, plejadą gwiazd czy projektantami. Show-biznes opiera się na tych fotografiach jak i portale plotkarskie, które zawdzięczają im byt.

Dlaczego więc takie szufladkowanie? Bo nie ma toreb na aparaty i kamery od LV? Czy to, że X* to nie kartka z imieniem i nazwiskiem? Ale chwila moment…nie jeden z nas poczuł się tak czy inaczej jak gwiazda, przynosząc własną kartkę w celu przyklejenia jej pod słynną taśmę z drukiem własnego imienia/logo i to jeszcze w kolorze i kursywie.

Broniąc się przed zarzutami kłamstwa, osobiście przekonuję się o tym fotografując na pokazach mody do relacji, które macie okazję czytać. Walka o taśmowe X jest przednia, ale przebieranie nogami przy hostach, którzy na celu mają usadowienie celebrytów na początkowych krzesłach jest nieporównywalna.

Punkt widzenia, zależny od punktu siedzenia. Pierwszy rząd ma w sobie pewną wyższość, ale powinno to być miejsce dla osób tworzących sztukę, modę czy kulturę i faktycznie na nie zapracowały. Wśród właśnie tych ceniących sobie ludzi, zasiadają też znani z tego, że są znani. Mając tego świadomość bitwy o krzesło, tym samym o byt,  nie powinny w ogóle mieć miejsca, bo tak na poważnie, to czy jest faktycznie o co się bić ?

Podsumowując: nie znajdę się na portalu plotkarskim jako gość pierwszego rzędu i słusznie. Jest to jednak cena, którą płacę za często najlepszy widok na pokazach. Pierwsza linia to nie szczyt ambicji i na pewno nie jest ona warta przypisania sobie „godnej” cechy bycia gwiazdką wieczoru i jednego show.

 

 


 

(*) wyjaśnienie X – przed pokazem jest to rezerwacja miejsca przed danego fotografa/operatora taśmą   przyklejoną do podłogi w kształcie w/w znaku

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *